sobota, 19 lipca 2008

szkola

Pierwszego dnia nie mialam zajec tylko test. Test skladal sie ze sluchania, czytania, pytan abc (az 120! przy ok 80 zaczelam zaznaczac bez zastanowienia) i rozmowy. Nastepnie kazdy musial zlozyc dokumenty. Od rana sie denerwowalam, bo nie wiedzialam co to insurance ( i nie sprawdzilam w slowniku!), a mialam to dostarczyc. Koniec koncow wszystko sie udalo.
Potem mialam czesc ustna, najsmieszniejsze ze egzaminowala mnie rosjanka, nie wiem niby dlaczego ona no ale coz.
Zajecia zaczely sie we wtorek. Codziennnie mam dwa rodzaje zajec. Rano conversation&role play, ktory mam z osobami z poziomu 6. O 12 mam godzinna przerwe na lunch, ale nie wiem jak oni moga tak rano jesc duze posilki ( u nich lunch to nie przegryzka). Z tej godziny zanim dojde do jakiegos baru wystoje swoje w kolejce i zamowie to mija pol godziny, a jeszcze musze zjesc iii co najgorsze stac w kolejce przed budynkiem. Otorz szkola miesci sie na 6 pietrze przy 7 avenue czyli ruchliwa okolica. W budynku sa dwie windy ale dziala tylko jedna, ktora przypada na ok 400 uczniow. Kiedy wszyscy wracaja z lunchu w malusienkim holu robi sie ogromny korek wiec pan i pani ochroniarz ( na poczatku myslalam ze pani to pan hehe taka duza jest i grozna) wypraszaja nas na ulice z tym ze amerykanie maja dziwne prawo. Jezeli myslicie ze USA to wolny kraj, mylicie sie. W miastach jest zakaz stania na chodnikach. Mozna biegac, chodzic, tarzac sie ale nie wolno stac. W sumie to zrozumiale bo chodniki sa bardzo waskie i nie byloby miejsca dla przechodniow, no ale hello!! Jakos musimy wejsc do szkoly. Nie wiem dlaczego ale uczniowie tej szkoly MOGA stac w wielkiej kilometrowej lini na poboczu chodnika, a calego porzadku pilnuje pan i pani ochroniarz.
O 1 zaczynaja sie moje popoludniowe zajecia poziom 5, ktore skladaja sie glownie z gramatyki i takich rzeczy ktore sie robi na angielskim, cytanki cwiczenia rozmowy itp.
Nauczyciele:
po pierwszych zajeciach porannych, ja i moja kolezanka z niemiec twierdzilysmy ze nasz nauczyciel Sean jest gejem. Ubiera sie normalnie, wyglada nawet normalnie, ma irytujacy amerykanski akcent no ale to sie da zniesc. Najgorzej kiedy zaczyna sie smiac, wybucha takim szalenczym smiechem, robi sie caly czerwony, przy czym orientuje sie ze jego smiech jest nieadekwatny do sytuacji wiec caly czas sie smiejac zakrywa reka twarz. Nie zrozumcie mnie zle, on nie robi tak jak np komicy udajacy gejow. Jego zachowanie jest nawet calkiem normalne, ale ma w sobie cos dziwnego. A jeszcze jak cos mowi to kladzie palce, nie dlon! na klatce piersiowej co jest mega gejowate. Oczywiscie nie jestem do nikogo uprzedzona! Ale nasze spostrzezenie potwierdzila tez wiekszosc klasy :D
Moim popoludniowym nauczycielem jest facet Jonahtan lat ok 55, typowy amerykanin. Akcent oczywiscie kluchy w gebie, strzela dziwne dzolki i smierdzi hehe, nie zawsze ale zdaza sie. Na poczatku nie podobalo mi sie w klasie. Polowa ludzi to koreanczycy, japonczycy, tajwanczycy i Bog wie jeszcze kto, oczywiscie nie jestem do nikogo uprzedzona. W mowieniu sa gorsi niz francuzi, nic sie nie da zrozumiec! Maja duza wiedze, znaja gramatyke i slownictwo ale nie potafia mowic! Swoj sposob wymawiania probuja zastowowac w angielskim, wiem ze kazdy tak robi polak francuz niemiec hiszpan ( oni tez sa potworni). Ale u nich efektem jest belkot, zapowietrzenie i bezdzwieczne slowa w zdaniu lub zjadanie polowy wyrazu. Ale za to sa bardzo symatyczni. No wiec duza ilosc azjatow, nauczyciel i przeswiadczenie ze powinnam byc w grupie o poziom wyzej wprawilo mnie w zly nastroj. W ten poniedzialek i wtorek mialam zastapstwo bo Jonahtan wyjechal na urlob. Przyszla do nas kobieta, caly czas usmiechnieta, nawet jak mowi o zlych rzeczach, caly czas sie cieszy. Wysyla sprzeczne informacje, mozna oszalec bo nie wiesz czy rozumiesz o czym ona mowi, no ale skoro mowi o smutnych rzeczach to nie powinna sie smiac, no i zaczynasz powatpiewac w swoj angielski. No i na dodatek byla nudna jak flaki z olejem, ja nie wiem jak mozna sie cieszyc przez 3 godziny. Wtedy wszyscy zatesknilismy za Jonahtanem. Na szczescie wrocil. Teraz widze ze jest fajnie, mamy w klasie Sophie koreanke, strasznie smieszna. Ma problemy z mowieniem, ale za to umie sie z siebie smiac i to duzo, a na dodatek nauczyciel sobie z nia i z niej zartuje, wiec generalnie jest smiesznie.
Zajecia koncze o 4.40 to prawie wieczor ;) wiec od razu lece zeby cos poogladac i wracam pozno wieczorem do domu. Teraz wiecie dlaczego tak malo pisze.

1 komentarz:

Maria Orłowska pisze...

azjaci są rzeczywiście mili, ale to prawda, ze mówią strasznie.

cheers

I'm back :/