sobota, 26 lipca 2008

sama spedzasz wolny czaas?

Nie, nie spedzam go sama, nie szlajam sie sama po miescie pelnym niebezpieczenstw, kradziezy, gwaltow, morderstw i porwan, jak wam sie wydaje. Oczywiscie nowy jork taki nie jest.
Pierwszego dni wykazalam sie niebywalym sprytem i pomyslalam ze warto by miec kogos z kim mozna by pochodzic po miescie. Po szkole siedzialam przy komputerze, a obok mnie Nadin z klasy (niemka lat 20), no wiec szybciutko zagadalam do niej, okazalo sie ze jest tutaj sama, no i tak sie zaczelo. Po szkole zazwyczaj chodzimy i poznajemy miasto.
W domu mam 6 innych studentow, ale najbardziej zakolegowalam sie z Belen z hiszpani lat 22 i z Sonia z niemiec lat 21 niecale. Bylysmy razem na moscie brooklinskim, w wielkim centrum handlowym niedaleko domu i w zeszly poniedzialek rano na times squer (w poniedzialki nie mam porannych zajec).
Dzisiaj bylam w cental parku i w Soho razem z Nadin i Eleonore (dziewczyna z popoludniowych zajec) i jej kolezankami.
To te (ale tez sa inne) osoby z ktorymi spedzam wiekszosc czasu.
Teraz juz wiecie i mozecie spac spokojnie.

deszcz

Pogoda tutaj jest nieznosna. Goraco, duszno i wilgotno, nie da sie normalnie oddychac. Zdazalo sie ze kilka razy cos popadalo, ale po tym bylo jeszcze gorzej. Deszcz nie daje ukojenia.
W wtorek wracalam do domu i bylo juz ciemno. Na manhattanie wialo, co bylo bardzo bardzo przyjemnie, ale tez niepokojace bo nigdy tak nie wialo. W pociagu zdalam sobie sprawe ze pada, ale nie wiedzialam co mnie czeka. Wysiadlam na mojej stacji Rosedale i znowu poczulam sie jak na amerykanskich filmach. Bylo ciemno, swiecily pol przygasle latarnie a przedemna stanela sciana deszczu, doslownie. Kiedy na filmach pokazywali deszcz, zawsze wydawalo mi sie taki nienaturalny, jakby puszczony ze szlaufu. Ale to prawda on poprostu urywa sie z nieba.
Nie wiedzialam co mam zrobic, z moimi dwoma dolarami w kieszeni nie mialam jak zlapac taksowke. Wiec czekalam az ulewa minie, po 5 minutach zdalam sobie sprawe ze nie minie. Podjelam decyzje ze ide. Schowalam sweter do torby, wyjelam parasolke. Po kilu krokach bylam cala mokra, zwlaszcza buty i spodnie. Na chodniku byly wiekie strumienie i kaluze wody. Nawet mi sie spodobalo. Oczywicie co JA moglam zrobic w takiej sutuacji?:D zaczelam biegac i wskakiwac w kaluze, przeciez i tak bylam juz morka. To bylo bardzo przyjemne, moc znowu poczuc sie jak dziecko, zwlaszcza ze chyba nie robilam za mlodu takich rzeczy, prawda? Jedyne co mnie niepokoilo to fakt ze zadni mordu przedstawiciele rasy ciemnej pomysla ze rzadze sie na ich terytorium, ale przeciez padal deszcz a oni siedzieli w swoich domach.
Niespiesznie podazylam w kierunku domu :)

niedziela, 20 lipca 2008

fotosy

















































mialam postanowienie, ze nie bede wam wysylac zdjec, ze zobaczycie dopiero jak przyjade, ale z tej racji ze malo tutaj pisze to przynajmniej wiecie dlaczego: turyzm :] meczy

ps. zdjecie 1 jest z samolotu, wiec nie wiem czy to jest manhatan czy brooklyn czy new jersey bo one z daleka tak samo wygladaja.
2. my shool neighbourhood
3 chyba wiecie :) z widokiem na 7th avenue
4 ja
5 ...

sobota, 19 lipca 2008

szkola

Pierwszego dnia nie mialam zajec tylko test. Test skladal sie ze sluchania, czytania, pytan abc (az 120! przy ok 80 zaczelam zaznaczac bez zastanowienia) i rozmowy. Nastepnie kazdy musial zlozyc dokumenty. Od rana sie denerwowalam, bo nie wiedzialam co to insurance ( i nie sprawdzilam w slowniku!), a mialam to dostarczyc. Koniec koncow wszystko sie udalo.
Potem mialam czesc ustna, najsmieszniejsze ze egzaminowala mnie rosjanka, nie wiem niby dlaczego ona no ale coz.
Zajecia zaczely sie we wtorek. Codziennnie mam dwa rodzaje zajec. Rano conversation&role play, ktory mam z osobami z poziomu 6. O 12 mam godzinna przerwe na lunch, ale nie wiem jak oni moga tak rano jesc duze posilki ( u nich lunch to nie przegryzka). Z tej godziny zanim dojde do jakiegos baru wystoje swoje w kolejce i zamowie to mija pol godziny, a jeszcze musze zjesc iii co najgorsze stac w kolejce przed budynkiem. Otorz szkola miesci sie na 6 pietrze przy 7 avenue czyli ruchliwa okolica. W budynku sa dwie windy ale dziala tylko jedna, ktora przypada na ok 400 uczniow. Kiedy wszyscy wracaja z lunchu w malusienkim holu robi sie ogromny korek wiec pan i pani ochroniarz ( na poczatku myslalam ze pani to pan hehe taka duza jest i grozna) wypraszaja nas na ulice z tym ze amerykanie maja dziwne prawo. Jezeli myslicie ze USA to wolny kraj, mylicie sie. W miastach jest zakaz stania na chodnikach. Mozna biegac, chodzic, tarzac sie ale nie wolno stac. W sumie to zrozumiale bo chodniki sa bardzo waskie i nie byloby miejsca dla przechodniow, no ale hello!! Jakos musimy wejsc do szkoly. Nie wiem dlaczego ale uczniowie tej szkoly MOGA stac w wielkiej kilometrowej lini na poboczu chodnika, a calego porzadku pilnuje pan i pani ochroniarz.
O 1 zaczynaja sie moje popoludniowe zajecia poziom 5, ktore skladaja sie glownie z gramatyki i takich rzeczy ktore sie robi na angielskim, cytanki cwiczenia rozmowy itp.
Nauczyciele:
po pierwszych zajeciach porannych, ja i moja kolezanka z niemiec twierdzilysmy ze nasz nauczyciel Sean jest gejem. Ubiera sie normalnie, wyglada nawet normalnie, ma irytujacy amerykanski akcent no ale to sie da zniesc. Najgorzej kiedy zaczyna sie smiac, wybucha takim szalenczym smiechem, robi sie caly czerwony, przy czym orientuje sie ze jego smiech jest nieadekwatny do sytuacji wiec caly czas sie smiejac zakrywa reka twarz. Nie zrozumcie mnie zle, on nie robi tak jak np komicy udajacy gejow. Jego zachowanie jest nawet calkiem normalne, ale ma w sobie cos dziwnego. A jeszcze jak cos mowi to kladzie palce, nie dlon! na klatce piersiowej co jest mega gejowate. Oczywiscie nie jestem do nikogo uprzedzona! Ale nasze spostrzezenie potwierdzila tez wiekszosc klasy :D
Moim popoludniowym nauczycielem jest facet Jonahtan lat ok 55, typowy amerykanin. Akcent oczywiscie kluchy w gebie, strzela dziwne dzolki i smierdzi hehe, nie zawsze ale zdaza sie. Na poczatku nie podobalo mi sie w klasie. Polowa ludzi to koreanczycy, japonczycy, tajwanczycy i Bog wie jeszcze kto, oczywiscie nie jestem do nikogo uprzedzona. W mowieniu sa gorsi niz francuzi, nic sie nie da zrozumiec! Maja duza wiedze, znaja gramatyke i slownictwo ale nie potafia mowic! Swoj sposob wymawiania probuja zastowowac w angielskim, wiem ze kazdy tak robi polak francuz niemiec hiszpan ( oni tez sa potworni). Ale u nich efektem jest belkot, zapowietrzenie i bezdzwieczne slowa w zdaniu lub zjadanie polowy wyrazu. Ale za to sa bardzo symatyczni. No wiec duza ilosc azjatow, nauczyciel i przeswiadczenie ze powinnam byc w grupie o poziom wyzej wprawilo mnie w zly nastroj. W ten poniedzialek i wtorek mialam zastapstwo bo Jonahtan wyjechal na urlob. Przyszla do nas kobieta, caly czas usmiechnieta, nawet jak mowi o zlych rzeczach, caly czas sie cieszy. Wysyla sprzeczne informacje, mozna oszalec bo nie wiesz czy rozumiesz o czym ona mowi, no ale skoro mowi o smutnych rzeczach to nie powinna sie smiac, no i zaczynasz powatpiewac w swoj angielski. No i na dodatek byla nudna jak flaki z olejem, ja nie wiem jak mozna sie cieszyc przez 3 godziny. Wtedy wszyscy zatesknilismy za Jonahtanem. Na szczescie wrocil. Teraz widze ze jest fajnie, mamy w klasie Sophie koreanke, strasznie smieszna. Ma problemy z mowieniem, ale za to umie sie z siebie smiac i to duzo, a na dodatek nauczyciel sobie z nia i z niej zartuje, wiec generalnie jest smiesznie.
Zajecia koncze o 4.40 to prawie wieczor ;) wiec od razu lece zeby cos poogladac i wracam pozno wieczorem do domu. Teraz wiecie dlaczego tak malo pisze.

manhattan

Musze powiedziec, ze manhatan zrobil na mnie ogromne wrazenie. Codziennie do szkoly jezdze takim pociagiem podmieskim, ktory nijak sie ima do maszych, poprostu nasze pociagi intercity nie sa takie jak ich zwykle podmiejskie.
no wiec wychodze z Penn (Pennsylwania) Station i poprostu tak sie czulam jak to w filmach, kiedy to wiejska dziewczyna przyjezdza do wielkiego miasta. Poprostu mnie zatkalo, zza dachu dworca ukazaly sie wielkie 10 pietrowe (lub wyzsze) budynki takie jak na filmach-ceglane, pierwsze pietro wysokie: polaczone ze soba ok 3 kondygnacje, reszta normalna. I do tego ten ruch, szum samochodow i klaksonow (tutaj trabia na siebie co sekunde), ludzie spieszacy do pracy i przekrzykujacy sie nawzajem, krzyczacy sprzedawcy, a raczej rozdawacze darmowych gazet, padalo ale bylo zajebiscie!!! (pardon)
A co gorsza jest tutaj:
1. brudno, na rogach sa kosze na smieci, ale co z tego skoro smieci jest tak duzo i sie wylewaja. Raz widzialam jak ichnie MPO oproznia smietniki. Panowie chyba nie lubia swojej pracy, wiec celowo biora kosz w taki sposob zeby polowa zawartosci sie wysypala. No wiec wszytskie niedopite kubki ze Starbucksa wylewaja sie na ulice tworzac wielkie klejace sie plamy w ktore kazdy wchodzi przechodzac przez ulice,
2. okroooooooooooopnie duszno: system ulic rownoleglych i prostopadlych zaburza naturalny przeplyw powietrza, w sumie powinny powstac silne kanaly powietrzne, no ale tak nie jest, moze w zime, ale nie wiem. Polowe chodnikow zajmuja kraty wentulacyjne z metra. Wiec wyobrazcie sobie, ze jest goraco ok 91 stopni Fahrenheita, nie ma wiatru i do tego od dolu wieje wam gorace, smierdzace powietrze (miej wiecej takie jak z centralnego tylko ze bez zapachu sushi i kebabow). Aa! i jeszcze gorace powietrze z samochodow. Sama przyjemosc.
3. tloczno, W Brooklynie mieszka wiecej ludzi niz w Bostonie, Waszyngtonie, Qeens i Bronxie razem wzietych. Wiekszosc ludzi pracujacych na manhattanie mieszka w innych dzielnicach. Kiedy Brooklyn, Bronx, Qeens, New Jersey itp przyjezdza do pracy robi sie naprawde tloczno. Tlum ludzi pedzcych do sklepu, pracy, metra, pociagu tworzy fale, ktora wciaga ludzi stojacych. Nagorzej jest w przerwie na lunch, bo wszyscy maja ja o 12, ale o tym pozniej.
W sumie to wszytsko tworzy nie najlepszy obraz Nowego Yorku.
Ale lekki strach i ekscytacja sama podroza i to ze spelniaja sie moje marzenia, sprawily ze moja ocena byla subiektywna. Wszystko mi sie podobalo. Chodzilam po ulicy i nie moglam przestac sie cieszyc.


Mamo i Tato, dziekuje wam :*

czwartek, 17 lipca 2008

rodzina

Kiedy pan z transferu, dowiozl mnie (swoja mega wypasiona bryka, taka jak na teledyskach 50 centa) na miejsce, drzwi otworzyla mi koreanka. Zdziwilam sie bo zakladalam ze moja rodzina bedzie biala lub czarna. Po krotkiej rozmowie dowiedzialam sie, ze ona rowniez jest studentka, a otworzyla mi wdrzwi bo nikogo innego nie bylo w domu. Pokazala mi moj pokoj, ktory miesci sie w piwnicy, calkiem przyjemny: lozko, biurko, szafa, komoda z TV i taki fajny wiatraczek do powietrza. Przydatny bo jest strasznie duszno. Duchota spowodowana nie tylko aktualna pora roku i temperatura, ale tez charakterystycznym jakby to nazwac: smrodkiem piwnicy. Obok mnie mieszka wlasnie ta koreanka Mingi, hiszpanka Belen i szwajcarka Andrea, ktora jest dziwna i odzywa sie tylko do takiej dziewczyny z francji. Na gorze mieszka wlasnie ta francuzka Fanny, niemka Sonya (bardzo fajna, jest czarna i ma swietny akcent i wszyscy mysla ze jest z NY) i japonczyk Taka.
Bill i Brenda przyjechali ok 8 wieczorem. W koncu pada odpowiedz na wasze pytania : tak oni sa czarni, tak czarni jak tylko sie da. Bardzo sympatyczni, dzieki Bogu nie maja tego okropnego amerykanskiego akcentu, ktory niestety maja moi obydwaj nauczyciele.
Rano musialam wstac ok 6 zeby sie wyszykowac, zjesc i dojsc na stacje, ktora jest ok 20 min od domu. Mingi i Taka pokazali mi droge na stacje i ze stacji do szkoly. Niestety w drodze powrotnej i tak sie zgubilam, oczywiscie tuz obok domu. Zmartwiona Brenda wyslala Billa, zeby mnie znalazl(ale ja dotarlam szybciej do domu). Martwia sie o mnie bo codziennie wracam wieczorem albo pozniej i nie wiedza gdzie jestem, bo smsy ktore im wysylam nie docieraja ;/
Rano kazdy je sniadanie o ktorej chce i co chce. Zazwyczaj jem platki z mlekiem ( strasznie tluste, a podono odtluszczone, moze to tylko kwestia smaku), winogrona i ciastko :D
Wieczorem o 8 jest wspolna kolacja, na ktora jak juz mowilam nie zdazam ;/ przewaznie makaron z sosem, a dzisiaj byl kotlet z surowka.
reszta w krotce.

wtorek, 15 lipca 2008

dotarlam

Po jakze stresujacej podrozy dotarlam.
Do Amsterdamu lecialam takim malusinkim samolotem co wygladal jak autobus. Przed startem wydaje mi sie ze widzialam was, rodzino i przyjaciele na tarasie widokowym, przynajmniej bardzo staralam sie zobaczyc bo wiedzialam ze bedziecie. Docierajac na lotnisko w Amsterdamie widzialam interesujacy holenderski krajobraz, oni chyba maja bardzo rozwiniety uklad melioracyjny na polach uprawnych. Prostokatne, zielone, idealnie wyznaczone pola.
Na miejscu mialam ok 2 godzin wolnego z tym ze polowe czasu zajelo mi przescie z terminalu 1 na terminal 9, bo kiedy mamo mowilas mi o transferze myslalam, ze to bedzie srodek transporu ktory zawiezie mnie do odpowiedniej czesci lotniska, niestety nie, "transfer" to tylko napis na tabliczkach za ktorym mam podazac.
Kiedy juz dotarlam na wlasciwe miesce mialam tylko pol godziny zeby sie czegos napic, o jedzeniu nie myslalam , chociaz szkola bo na odprawe poszportowa mialam sie stawic godzine przed wylotem, ktory na dodatek opoznij sie o pol godziny. Wiec kiedy w koncu juz bylam na pokladzie myslalam tylko o jeedzeniu, ktorego koniec koncow bylo pod dostatkiem. Kurczak z kapusta i warzywami, salatka, ser z krakersami, cistko, herbata, cola, woda, lody, cola, pizza, herbata, woda, cola eh, ale wszytko w wersji mini:)
Lot w sumie minal szybko, lecialy trzy filmy i jeden odcinek "jak poznalem wasza matke", a dzieki poduszeczce i kocuczkowi bylo cieplo, miekko i wygodnie.
W okolicach Bostonu zaczelo sie robic ciekawie, widzialam wielkie rezydencje wyboczynkowe, porty z wielkimi jachtami, generalnie hiclass. Potem wielkie plaze i rowniez domy, az w koncu manhatan aaa!!! :D oczywiscie z daleka ale zawsze cos, zrobilam zdjecia, jak mi sie uda to wstawie mimo ze jestem Atechniczna.
Urzednicyna lotnisku sa prze mili, brakuje im wielkich bazuk do rostrzeliwania wszystkiego co sie rusza, oczywiscie wszystko w obronie U.S. Rozmowa nie nalezala do najprzyjemniejszych, no ale jakos przezylam ten bezposredni kontakt z wrogiem.
Potem nie moglam znalezc pana drivera, spanikowana pobieglam do informacji tam panni odeslala mnie do punktu gdzie moge rozmienic drobne po to zeby zadzwonic do biura transferowego, zadzwonilam pani mnie nie rozumiala, a ja jej, koniec koncow okazalo sie ze pan na mnie czeka tylko ze troche w innym mjiejsc. Niepotrzebnie wydalam 10$ na karte telefoniczna, ale za to poznalam bardzo milego hiszpana i afroamerykanina, ktorzy pomogli mi zadzwonic :D