sobota, 26 lipca 2008

deszcz

Pogoda tutaj jest nieznosna. Goraco, duszno i wilgotno, nie da sie normalnie oddychac. Zdazalo sie ze kilka razy cos popadalo, ale po tym bylo jeszcze gorzej. Deszcz nie daje ukojenia.
W wtorek wracalam do domu i bylo juz ciemno. Na manhattanie wialo, co bylo bardzo bardzo przyjemnie, ale tez niepokojace bo nigdy tak nie wialo. W pociagu zdalam sobie sprawe ze pada, ale nie wiedzialam co mnie czeka. Wysiadlam na mojej stacji Rosedale i znowu poczulam sie jak na amerykanskich filmach. Bylo ciemno, swiecily pol przygasle latarnie a przedemna stanela sciana deszczu, doslownie. Kiedy na filmach pokazywali deszcz, zawsze wydawalo mi sie taki nienaturalny, jakby puszczony ze szlaufu. Ale to prawda on poprostu urywa sie z nieba.
Nie wiedzialam co mam zrobic, z moimi dwoma dolarami w kieszeni nie mialam jak zlapac taksowke. Wiec czekalam az ulewa minie, po 5 minutach zdalam sobie sprawe ze nie minie. Podjelam decyzje ze ide. Schowalam sweter do torby, wyjelam parasolke. Po kilu krokach bylam cala mokra, zwlaszcza buty i spodnie. Na chodniku byly wiekie strumienie i kaluze wody. Nawet mi sie spodobalo. Oczywicie co JA moglam zrobic w takiej sutuacji?:D zaczelam biegac i wskakiwac w kaluze, przeciez i tak bylam juz morka. To bylo bardzo przyjemne, moc znowu poczuc sie jak dziecko, zwlaszcza ze chyba nie robilam za mlodu takich rzeczy, prawda? Jedyne co mnie niepokoilo to fakt ze zadni mordu przedstawiciele rasy ciemnej pomysla ze rzadze sie na ich terytorium, ale przeciez padal deszcz a oni siedzieli w swoich domach.
Niespiesznie podazylam w kierunku domu :)

1 komentarz:

Maria Orłowska pisze...

Najbardziej podoba mi się ten fragment z dwoma dolarami w kieszeni...

Cheers su